strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie Droida - Lost Tribe of the Sith: Skyborn nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Opinie Droida by Lorienjo

okładka
"Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga..."

I doczekaliśmy się kontynuacji doskonałego opowiadania Johna Jacksona Millera. I część druga jest co najmniej tak dobra jak pierwsza, o ile nie lepsza. Oczywiście, jeżeli umiemy czytać pomiędzy wierszami... Gdy czytam literaturę nazwijmy to rozrywkową, do której zaliczam "Star Wars", to za każdym razem, gdy trafię na niedopowiedzenia zastanawiam się, czy autor zrobił to umyślnie, czy wyszło mu przypadkiem. Nie wiem... Bo któżby się spodziewał tego typu finezji w tak "lekkiej" opowieści...?

A opowieść ta, jak na kontynuację przystało, rozwija wątki znane z części pierwszej. Ale... Ale tym razem z tej drugiej strony. Ze strony rdzennych mieszkańców planety Kesh. Uważny czytelnik z pewnością wychwycił ten moment w "Precipice", gdy można było połączyć rozbitków z lokalną ludnością. I tak to się stało. Ale z jakim rozmachem...

Fakt, statek rozbił się w odizolowanym, bezludnym miejscu planety. I bez pomocy z zewnątrz rozbitków czekałaby powolna śmierć. To chyba najsłabszy motyw opowieści. Ale z drugiej strony co autor mógł wybrać? Wiodący motyw z fantastyki zachodu, że jak coś spada z kosmosu na Ziemię, to zaraz musi trafić w największe miasta? Bzdura! Fakt, mógł autor wybrać motyw pośredni, ale wtedy...

Wtedy nie mógłby wprowadzić jakże ważkich rozważań nad istotą człowieczeństwa. Po pierwsze wyrzutek. Nie akceptowana w grupie kobieta (sic!) za to, że postępuje nie tak, jak wszyscy do tego są przyzwyczajeni. Wiadomo, tego kto się wychyla, należy "wyrównać", bo jeszcze... Jak zwykle w takich wypadkach chodzi o zawiść, o strach przed nowym, ale i dążenia do czegoś innego niż tylko codzienna szarzyzna. A nasza bohaterka ma coś, czego nikt zrozumieć nie potrafi, ma naukę! Taka nasza Maria Skłodowska-Curie, ale tym razem chodziło o geologię i to na bardziej prymitywnym poziomie, aczkolwiek odkrycia te w oczywisty sposób zaczęły kolidować ze znanym do tej pory modelem świata i...

Klasyka! Czy ja już nie wspominałem, że autor bazuje na klasycznych, tak uwielbianych i upragnionych przez czytelników pomysłach? A więc tym razem wcześniej czy później nieporozumienia w gromadzie musiały zakończyć się albo śmiercią (polowanie na czarownice), albo wygnaniem (nie będziesz mieć bogów,... czyli, może być tylko jeden). A ponieważ nie chcemy jeszcze kończyć opowieści, znaczy autor, to...

I kolejny klasyczny motyw. Kontakt z nieznanym, z obcym, z nowym. I jakbyście to rozwiązali? Fakt, możliwości jest kilka. Ale tym razem chodzi bardziej o to, czy przybysze oznaczają raj, czy apokalipsę. I czy swoimi czynami niesiemy kaganek oświaty, czy zniszczenie. Jednoznacznej odpowiedzi nigdy nie ma. To historia kiedyś nas oceni. Faktem jest jednak to, że ten błędów nie popełnia, kto nic nie czyni. A tylko jednostki, które prą głową naprzód nie zważając na to, że może się nie udać, że nie wszyscy będą "szczęśliwi", osiągają sukces. A to jeszcze nie wszystko...

A gdzie Sithowie? A są, są. Ale gdy John Jackson Miller sięga, zgodnie z tradycją Star Wars, po klasyczne mity, to rekwizyty nie mają już znaczenia. Fakt, są łatwo akceptowalne i za to autorowi należy się piątka, bo do tego trzeba mieć talent, ale równie dobrze mógłby pisać ja wiem... o zwierzątkach w dżungli, czy demonach zaświatów. Efekt byłby taki sam.

A ja lubię, gdy autor potrafi dotrzeć do odbiorcy. Gdy odbiorca jest najważniejszy w całej tej "transakcji handlowej". To pewnie takie moje "zboczenie" zawodowe, gdyż nie cierpię, gdy ktoś odwraca relację sprzedawca-klient i jeszcze jest oburzony, gdy zwraca mu się uwagę, że błądzi. Bo przecież opowieści są dla czytelnika, czyli dla mnie.

Na koniec lekki przedsmak kolejnej powieści serii, czyli "Abyss". I już nie jest tak pięknie jak z "Omenem", bo ten fragment nijak nie pasuje do opowiadania. Że Luke, że Ben, że MAW, że... stacja... A co to ma wspólnego z zaginionymi Sithami?

Ma być jeszcze część trzecia opowieści. Chętnie przeczytam, choć nie wiem co jeszcze autor mógłby nam zaserwować. Ale mam nadzieję, że znowu mnie klasycznie "zaskoczy".

[droid]
[24.08.2009]


Star Wars: Lost Tribe of the Sith: Skyborn - John Jackson Miller - Del Rey - lipiec 2009 r.
- 5000 lat przed ANH,

Artykuł: 1.

Czekamy na Twoje opinie o Opiniach Droida na forum Holonet.pl w tym topicu.




Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016