strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie Nomi - Death Troopers nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


okładka
Dawno, dawno temu czytałam horrory. Polski rynek wydawniczy oferował wówczas dzieła Grahama Mastertona i Stephena Kinga, przez moje ręce i półki przewijały się także inne nazwiska, które jednakże nie utkwiły w mojej pamięci. W pewnym momencie opowieści, które miały straszyć, odbierać dech i zapewniać koszmarne sny, zaczęły mnie śmieszyć, nudzić, porażać absurdem i powtarzanymi po wielokroć schematami. I wylądowały na strychu, gdzie, porządnie zużyte, straszą do dzisiaj. Książka "Death Troopers" Joego Schreibera to pierwsza powieść grozy, po którą sięgam po bardzo, bardzo długiej przerwie.

Wydanie "Death Troopers" było poprzedzone akcją promocyjną, fanowskimi filmami, wieloma plotkami i oczekiwaniami. Zapowiadana stylistyka horroru i "Gwiezdne wojny" wydawały się do siebie nie pasować. Inna konwencja, inny styl, inna bajka. Szykowało się coś odmiennego, odświeżającego i innowacyjnego po dziesiątkach patetycznych bohaterskich opowieści o konflikcie na skalę galaktyczną. Nastroje zastygłych w oczekiwaniu fanów nieco się popsuły, gdy pojawiły się informacje, że w książce pojawi się para bardzo znanych bohaterów, których losy opisano już kilkadziesiąt lat naprzód. To w całym wszechświecie nie było innych bohaterów do wynajęcia? Takich bez gwarancji nieśmiertelności? Nieśmiertelność plus rola w horrorze równa się nudzie w horrorze, gdyż wiadomo kto nie zostanie ugryziony/rozszarpany/zamordowany/opętany... Książka się w końcu ukazała i można na własnej skórze przekonać się, jak wygląda związek świata "Gwiezdnych wojen" ze światem duchów, wampirów i zombie. A wygląda on tak...

Imperium Galaktyczne ma swoje kolonie karne, więzienne planety, na których osadzani są osobnicy szkodzący idealnemu społeczeństwu. Złodzieje, mordercy, oszuści, paserzy, sympatycy Rebelii... Po drodze od aresztu i sal sądowych do miejsca odosobnienia więźniowie mają przyjemność odwiedzić barkę, statek więzienny, na pokładzie którego panują stosunki i układy znane z wielu filmów dziejących się w zakładach karnych. Wśród skazanych panują sympatie i antypatie, działają gangi, załatwiane są ciemne interesy, czasami spotka kogoś niezbyt szczęśliwy wypadek. Strażnicy patrzą na wszystko przez palce, może mają w tym swój interes, może ich nie obchodzi, może po prostu są znudzeni codzienną rutyną, może bawią ich rozgrywki skazanych. Obezwładniającą rutynę przerywa nagła awaria silników statku. A dookoła pustka, nie ma kogo wezwać na pomoc, do najbliższego posterunku daleko. Na szczęście w pobliżu majaczy sylwetka gwiezdnego niszczyciela. Cóż za niespodziewany dar od losu? Będzie można zdobyć niezbędne części, naprawić statek... Tylko dlaczego tam tak cicho i pusto? Dlaczego gigantyczny okręt wydaje się opuszczony, porzucony w samym środku niczego?

Pusty, osamotniony gwiezdny niszczyciel, na pokładzie którego poruszają się i funkcjonują wyłącznie roboty i zautomatyzowane systemy, z kilometrami słabo oświetlonych korytarzy, przejść, gigantycznych hangarów i sal, których krańce giną w mroku jest sam w sobie przerażający. Techniczne piekło. Coś się porusza, coś zgrzyta w mroku, uszkodzony droid przenosi skrzynkę z miejsca na miejsce, bez końca... Lecz wewnątrz opuszczonego okrętu czai się inny koszmar, coś co przemienia ludzi w żywe trupy, wiecznie głodne, oczekujące świeżego mięsa i krwi. A świeże mięso właśnie pojawiło się w postaci kilku bohaterów opowieści. Muszą zrobić wszystko co w ich mocy, żeby przeżyć, przetrwać koszmar, uwolnić się z nawiedzanego miejsca.

Horror to opowieść o strachu. Powinniśmy wczuć się w strach bohaterów, razem z nimi przeżywać szalejącą dookoła śmierć, wraz z nimi z napięciem oczekiwać, co też wyłoni się zza kolejnego załomu korytarza, co wyskoczy zza zamkniętych drzwi. Tego typu momentów niepewności, zawieszenia, jest w tej książce mnóstwo. Bohaterowie wędrujący korytarzami okrętu, napotykający kolejne potworności i walczący o życie są (w większości) nowi, świeży i jak najbardziej podatni na śmierć, która nikogo nie oszczędza. Mnóstwo jest także krwi, oderwanych elementów ludzkiego ciała, wyszarpanych wnętrzności, malowniczych scen ze stosami ciał, brutalności, przemocy. Takich widoków i obrazów do tej pory w "Gwiezdnych wojnach" nie było. I bardzo dobrze, że się pojawiły. Nareszcie "Gwiezdne wojny" nie są uniwersum wypełnionym wyłącznie kolorowymi, cukierkowymi obrazkami w pastelowych barwach. Jest w nim miejsce na krew, smród, rozkład, śmierć i strach.

okładka
A dlaczego my, ludzie, boimy się tego, co każdy z nas ma w swoim wnętrzu? Widoku krwi, mięśni, jelit, tkanki mózgowej, kości i tej całej reszty? Bo kojarzy się to ze śmiercią, chorobą, rozkładem? Do pierwotnych lęków ludzkości, bezwzględnie wykorzystywanych przez autora, dołącza lęk bardziej współczesny, lęk przed technologią, zależnością od maszyn, przejęciem przez nie kontroli. I przed biotechnologią, bronią biologiczną, inżynierią genetyczną i eksperymentami medycznymi. Widocznie wszechświat odległej galaktyki nie jest tak różny od naszego, skoro i my i oni boją się tych samych rzeczy. Historia mknie naprzód, zmienia się czas i miejsce, ludzie są zawsze tacy sami.

Fabularnie "Death Troopers" to bardzo prosta historia. Próżno tu szukać rozbudowanych wątków, psychologicznej głębi, meandrów polityki. Nie można też spodziewać się zbytniego rozwijania charakterów bohaterów. Są oni nakreśleni kilkoma zdaniami: urodzili się tu, wychowywali tam, ich rodzice byli tacy i owacy. Historia życia w kilku zdaniach. Osobowości bohaterów możemy za to poznać w sytuacjach skrajnych, ekstremalnych, gdy waży się życie bohatera i ludzi, którzy przez całkowity przypadek stali się towarzyszami jego doli i niedoli. Test osobowości poprzez walkę. Próba ognia. Klasyka.

W warstwie fabularnej można doszukać się kilku błędów logicznych, ale czy mamy prawo wymagać od opowieści grozy ścisłości naukowej? W końcu jeżeli ktoś jest odporny na jakąś chorobę, to jest na nią odporny niezależne od drogi przenoszenia się czynnika zakaźnego, nieprawdaż?

Teraz zastanówmy się, czy w tej książce musieli pojawić się Han Solo i jego nieodłączny partner. Taki był wymóg znaku firmowego? Nie ma "Gwiezdnych wojen" bez jednej ze sztandarowych postaci? A skoro tak być musi to dlaczego ich imiona nie są ujęte na liście postaci pojawiających się na scenie? Żeby czytelnikowi nie popsuć niespodzianki? A jaka to niespodzianka, skoro wszyscy zainteresowani wiedzieli o ich gościnnym występie długo przed pojawieniem się książki na półkach? Tak więc Han Solo i Chwebacca trafiają na pokład opuszczonego okrętu. Ciekawe, w jaki sposób oni zdążą wziąć udział we wszystkich przygodach, bitwach, rozróbach i imprezach odbywających się w odległej galaktyce. Jakiś zmieniacz czasu czy inne ustrojstwo? Na szczęście fakt, że są Hanem i Chewbaccą nic szczególnego do akcji nie wnosi, mogliby być kimkolwiek innym, opowieść nic by na tym nie straciła ani nie zyskała. Na szczęście.

Wydawnictwo podaje, że książka liczy sobie 288 stron. Naprawdę stron zajmowanych przez powieść jest 232. Co zatem znajduje się na pozostałych 56-ciu? Na początku kilka stron z nazwiskiem autora i tytułem. Potem dedykacja i podziękowania. Następnie chronologiczna lista wydanych dotychczas książek ze znakiem "Gwiezdnych Wojen" na okładce: dobrze wiedzieć co było przedtem, co będzie potem, w co trzeba się zaopatrzyć. Na kolejnej stronie wydrukowano listę postaci dramatu, na następnej nieśmiertelne jak zombie słowa "A long time ago in a galaxy far, far away...". Dalej znów tytuł, abyśmy przypadkiem nie zapomnieli po jaką książkę sięgnęliśmy. Nareszcie zaczyna się powieść. Krótkie rozdziały w liczbie 44. Każdy opatrzony tytułem plus epilog. Średnio 5 stron na rozdział. Opowieść o nieumarłych kończy się, lecz do tylnej okładki książki pozostało jeszcze nieco stron. Co na nich zamieszczono? Trzeci, czwarty i piąty rozdział powieści Aarona Allstona "Outcast", rozpoczynającej cykl "Fate of the Jedi", krótką notkę o Joe Schreiberze i jeszcze krótszą notkę o typie czcionki, którą te powieść zapełniono. A to wszystko w twardej oprawie otulonej piękną błyszczącą obwolutą. Przesada. Gruba przesada. Po co na siłę rozpychać tekst po to by pasował do standardów wydania w twardej oprawie? Głupie pytanie, wszyscy wiemy po co...

Ciekawe czy "Death Troopers" to jednorazowy eksperyment, czy też początek serii opowieści nie należących do żadnego cyklu, w których wszechświat "Gwiezdnych wojen" opisywano by w różnych klasycznych konwencjach powieściowych. Były próby powieści detektywistycznej, jest horror, mamy mandaloriańską sagę rodzinną, może teraz czarny kryminał, klasyczny romans, dramat psychologiczny, thriller prawniczy...? Byłaby to ciekawa odskocznia od głównego nurtu, głównych nieśmiertelnych bohaterów i wielkich, podniosłych wydarzeń. I takim oddechem jest powieść Schreibera. Książka daje mnóstwo niezłej zabawy okraszonej nutką niepewności i strachu. To dobrze, że powstała.

Nomi
20.01.2010 r.

Artykuły: 1, 2, 3. Star Wars: Death Troopers - Joe Schreiber - Del Rey Books - październik 2009 r.

- twarda okładka z obwolutą,
- 288 strony,
- ISBN 0345509625,
- cena 24$.


Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016