strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie Nomi - Luke Skywalker and the Shadows of Mindor nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


okładka
Wszyscy lubią opowieści o bohaterach. Jakże są one odległe od codzienności większości czytelników, spędzających swoje dnie na wędrówce od biurka do biurka i ciężko pracujących na swoje miejsce na ziemi. Bohaterowie zawsze wygrywają, wszystko im się udaje, zwiedzają kolorowy świat, poznają wspaniałych ludzi. Mężczyźni są obowiązkowo przystojni, kobiety obowiązkowo piękne, ich przygody zawsze kończą się dobrze, największe zło zostaje pokonane, świat uratowany, nastaje radość i szczęście. Przynajmniej do czasu rozpoczęcia następnej przygody. Wszechświat "Gwiezdnych wojen" obfituje w bohaterskie opowieści. Jedną z nich przedstawia nam Matthew Stover. Oto "Luke Skywalker and the Shadows of Mindor".

"Computer-generated Farmboy Hero (...) would convince none but the ignorantly credulous fans who devoured such preposterously contrived tripe."

Postacie w opowieściach bohaterskich bywają kliszami, typami, które potrafimy rozpoznać, przewidzieć ich zachowanie. Najczęściej znamy je z innych legend i opowieści, najczęściej lubimy, bo przecież najbardziej lubimy to co już. A więc...

Oto Han Solo. Łotrzyk i awanturnik. Trudno nazwać go myślicielem, oskarżyć go o analizowanie sytuacji, rozważanie problemów, dbanie o konsekwencje. On po prostu reaguje. Dzielnie, odważnie i lojalnie. W obronie ukochanej i przyjaciół. Emocjonalnie. Całym sercem. Bezmyślnie. A jego największym zmartwieniem jest fakt, że czyjeś brudne, niegodne ręce, ośmieliły się dotknąć jego statku.

Oto Leia Organa. Księżniczka. Jej rolą w tym spektaklu jest kochanie awanturnika, wpadanie w tarapaty, bycie celem przewrotnych planów wstrętnych złych postaci, bycie porywaną i ratowaną. I oczywiście bardzo obowiązkowo ładną.

I oto Luke Skywalker. Rycerz bez skazy i zmazy, chcący uwolnić galaktykę od zła i ciemności, i uratować od niebezpieczeństw tego świata wszystkie niewinne istnienia. A któż jest bez winy...?

Bohaterowie główni otoczeni są świtą giermków, przyjaciół, wrogów żeby ładnie prezentowali się na ich tle i eksponowali swoje najlepsze i najgorsze cechy.

I jest oczywiście "Wróg Numer 1". Ten najgorszy, stuprocentowy łotr, snujący dalekosiężne intrygi, chcący zniszczyć świat, zniewolić wszystko co żywe i pogrążyć w ciemności. Lub Ciemności... Ziewam...

"Another blasted fan of that blasted show..."

Akcja.

Wielka, wielowymiarowa bitwa w przestrzeni kosmicznej, na ziemi, pod ziemią, w powietrzu i w umysłach bohaterów. Egzotyczne bronie wykorzystujące potęgę grawitacji, przestrzeń zatłoczona tysiącami statków, minami, torpedami, asteroidami. Tysiące żołnierzy strzelających, ciskających granaty, walczących wręcz. Głębokie jaskinie wypełnione egzotycznymi minerałami zamieszkiwane przez egzotyczne formy życia. Statki kosmiczne zamienione w statki latające pod ziemią. Setki ofiar, krzyki cierpiących, śmierć i zniszczenie. Magiczne pojedynki na siłę woli i umysłu. Rozpadające się planety, latające wulkany, skały topniejące jak plastelina. Pośród tego chaosu, grozy i śmierci wędrują bohaterowie. Oczywiście niezagrożeni, bo przecież wiemy, że przeżyją, bo muszą wystąpić w następnym przedstawieniu. Zginą ewentualnie postacie poboczne, drugoplanowe, z dużym prawdopodobieństwem "Wróg Numer 1". Więc brniemy od strzelaniny do pojedynku, od metafizycznych bajań do chaotycznej walki w kosmosie. Ziewam.

okładka
"It's never the end."

Jeżeli potraktuje się powieść Stovera tylko jako opowieść o akcji i przygodach, to jawi się ona jako kolejna nudna, wtórna i schematyczna historyjka o perypetiach nieśmiertelnej trójcy Hana, Luke'a i Lei. Przyjdą, postrzelają, pomachają tnącymi narzędziami, pokonają kolejnego bardzo złego antagonistę, bo tak trzeba, tak każe konwencja. Okraszają całą rzecz kilkoma błyskotliwymi tekstami. I pójdą dalej, znów ratować świat i pokonywać kolejnych niewdzięczników. A imię ich legion. Takich historyjek można wytworzyć nieskończoną ilość, wystarczy tylko tego głównego złego przebrać w kolejny groteskowy kostium. Ale przecież Stover nie jest zwykłym wyrobnikiem i twórcą produkcyjniaków. Przyzwyczaił nas do czegoś lepszego w swoich poprzednich książkach. Więc powieść, o której właśnie mowa ma tło, drugie dno, bez którego po prostu nie potrafiłabym dobrnąć do końca i rzuciła tę opowiastkę do kąta.

"People need heroes - and stories like this are the way heroes become heroes."

Drugim dnem jest pomysł przedstawienia, w jaki sposób z rzeczywistych wydarzeń tworzy się legendy i bohaterskie mity. W jaki sposób relacja z prawdziwego zdarzenia, przekazywana z ust do ust powoli się zmienia, jak rośnie liczba pokonanych wrogów, aż uczestnicy rzeczywistych wydarzeń otworzą usta ze zdziwienia widząc, jak ich przedstawiono. Najczęściej codzienność, nawet gdy żyje się w świecie "Gwiezdnych wojen," jest blada i nudna. Czy ktoś chciałby słuchać nudnych historii? Trzeba więc rzeczywistość ubarwić, podkolorować, uatrakcyjnić, by stała się bardziej medialna. A w mediach ma być głośno, wrzaskliwie, szybko i kolorowo. I ani sekundy przerwy, ani chwili wytchnienia. I tak właśnie jest w tej powieści. Jak w "reality show", jak w programie rozrywkowym.

"What is this - this garbage?"

Luke Skywalker jest wielką i znaną w swoim świecie postacią. Ludzie chcą o nim słuchać, wiedzieć, plotkować, domagają się nowości. Wiec media wychodząc naprzeciw zapotrzebowaniu, produkują opowieści, "holofilmy" przedstawiające rzeczywistego bohatera na swój nierzeczywisty sposób, walczącego z ziejącymi ogniem smokami. "Holofilmy" takie są przez rzesze fanów traktowane jak rzeczywistość, jak prawda objawiona. Holograficzny bohater staje się rzeczywisty, wydarzenia ze sceny stają się wydarzeniami historycznymi, w które wierzą tłumy zafascynowanych widzów. Skąd my to znamy...?

"But it's not me. It's some made-up guy using my name. A holothriller hero. A storybook prince."

A co na to sam bohater? Przez każdą napotkaną osobę pytany o holograficzne przygody? Widziany przez pryzmat hałaśliwych, rozbieganych widowisk? Nie potrafi zmierzyć się z wytworzoną za jego życia legendą, nie chce żyć pod dyktando publiki dyszącej chęcią oglądania kolejnych bohaterskich wyczynów. Ale stoi na przegranej pozycji. Nie może przecież tłumaczyć każdemu jak było naprawdę. Mówić o ofiarach, kosztach, odpowiedzialności. Bo kto chciałby słuchać? I tak będziemy pasjonować się biegnącym, strzelającym, zdobywającym, pokonującym, wypowiadającym dumne zdania bohaterem. Zwyciężającym kolejnego już groteskowego "Wroga Numer 1". A może "Wróg" też jest filmową postacią, artystą, aktorem, czarnoksiężnikiem z Oz, kreującym własną legendę dla własnych celów? Sztucznie wykreowany bohater przeciwko równie sztucznemu oponentowi? Ale co z tego, skoro wciąż są tacy, którzy chcą słuchać? Tak więc Luke Skywalker przegra z mediami, mitami i legendami. Z fanami chcącymi kolejnych zwycięstw, przygód i rozrywki. Nie potrafimy zostawić bohatera w spokoju i pozwolić żyć tak jak chce.

"It's terrible. It's the worst thing I ever read! It reads like one of those blasted holothillers."

A czy to co czytamy, jest rzeczywistą relacją, jak to było w zamierzeniach, czy też kolejnym "holofilmem" w scenografii jak z taniego horroru, z absurdalnymi postaciami wypowiadającymi nadęte, sztucznie brzmiące kwestie? Kiedy rzeczywistość staje się teatrem, a aktor utożsamia się z wykonywaną przez siebie rolą? Ale czy to ważne dopóki trwa przedstawienie, a bohaterowie zarabiają niezłe sumy za wykorzystanie własnych nazwisk i postaci w opowiadanych historiach pod tak znanymi i wspaniałymi tytułami jak "Luke Skywalker and the Jedi's Revenge", "Han Solo in the Liar of the Space Slugs" i "Luke Skywalker and the Shadows of Mindor"?

"... a cold slimy goo like the trial left behind by a Xerthian hond-slug on a damp autumn day..."

Nie mogę nie wspomnieć o języku, którym autor wydaje się świetnie bawić. Tekst jest pełen karkołomnych, barokowych porównań odwołujących się do stworzeń, miejsc i zwyczajów, które funkcjonują gdzieś w ogromnej i różnorodnej odległej galaktyce. Tylko, oprócz oczywistej radości autora podczas kreowania tychże neologizmów, jaki jest tego cel? Podkreślenie obcej, nie naszej, rzeczywistości? Pochwalenie się wiedzą i erudycją? Maksymalne zamieszanie w głowie czytelnika? Jakiekolwiek były powody nagromadzenie tychże pomysłów irytuje i książkę czyta się trudno.

"I'm not exactly a literary critic, but..."

W kilku słowach - to książka przewrotna, dziwaczna, psychodeliczna, irytująca, trudna. Czy to drwina z konwencji i masowych produkcji? Z fanów, którzy śmiertelnie poważnie traktują fikcyjne uniwersa? Z czytelników, którzy po raz kolejny pochłoną to samo i za to samo zapłacą? Czy hołd złożony zjawisku kultury masowej? Sam Stover wie. Czy sam, jakkolwiek genialny, pomysł przedstawienia fikcyjnych postaci stających się we własnym fikcyjnym świecie bohaterami fikcyjnymi wystarczy na dobrą, po prostu zwyczajnie dobrą powieść? Ja nie zapałałam do niej sympatią.

Nomi
22.04.2009 r.

Artykuły: 1, 2.
Star Wars: Luke Skywalker and the Shadows of Mindor - Matthew Woodring Stover - Del Rey Books - grudzień 2008 r.

- twarda okładka, kolorowa obwoluta,
- 336 strony,
- ISBN 0345477448,
- cena 27$.


Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016