strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie Nomi - Street of Shadows nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


okładka
Książki autorstwa Michaela Reavesa z serii "Coruscant Nights" były zapowiadane jako pierwsze kryminały, czy też powieści detektywistyczne, rozgrywające się w świecie "Gwiezdnych wojen". Przypomniała się wówczas klasyka gatunku, literacka i filmowa, pełna zgorzkniałych, samotnych detektywów w wymiętych prochowcach, rozmyślających w zadymionych barach nad szklaneczką mocnego trunku nad kolejnymi zagadkami. Czy ten specyficzny styl i atmosferę da się przenieść do odległej galaktyki? Pierwsza powieść serii, "Jedi Twilight" nie spełniła niestety tych oczekiwań. Co z odsłoną drugą, "Street of Shadows"?

Alfred Hitchcock powiedział niegdyś, ze nic tak nie ożywia akcji jak trup, a wiadomo, że żaden porządny kryminał bez zwłok się nie obędzie. W powieści Reavesa akcja rozpoczyna się od odnalezienia ciała znanego artysty rzeźbiarza, Caamasianina o imieniu Ves Volette. Zabójstwo artysty pochodzącego z tej konkretnej rasy mogłoby nie zwrócić szczególnej uwagi opinii publicznej, gdyby nie fakt, że właśnie w tym czasie planeta Caamas została zbombardowana, a większość jej populacji zginęła. Czy oba wydarzenia mogą być w jakiś sposób powiązane? Kto mógłby chcieć śmierci żyjącego spokojnie artysty? Któryś z kolekcjonerów jego dzieł? Nic nie poprawia popularności artysty bardziej niż jego śmierć. Śledztwo w tej sprawie podejmuje policja sektora, w osobie ponurego prefekta w wymiętych ciuchach oraz... prywatny detektyw. Jak w klasycznych kryminałach dochodzenie długo nie przynosi żadnych rezultatów, pojawiają się błędne wnioski, ślepe uliczki, są strzelaniny i niebezpieczeństwa. Aby po zwrocie akcji wszystkie elementy zagadki znalazły swoje miejsce i zdumieni czytelnicy dowiedzieli się, że zabójcą jest...

W rolę prywatnego detektywa wciela się Jax Pavan. Były rycerz Jedi, działacz organizacji antyrządowej, której głównym zadaniem jest pomoc w ucieczce z Coruscant istotom, którym nie w smak jest życie zbyt blisko centrum Nowego Ładu. Mimo tego, że świat zmienił się całkowicie po rozkazie 66, Jax stara się żyć według wpojonego mu w Świątyni kodeksu moralnego. Chce pomagać ludziom. Bezinteresownie. Kontrast klauzurowego życia w Zakonie i życia na ulicach wielkiego miasta przejawia się między innymi w kwestiach finansowych. Żaden Jedi nie pytał, skąd bierze się jedzenie, ubrania, środki transportu. Dostawał co było potrzebne. Żyjąc na własna rękę w mieście, Pavan staje przed problemami zapłaty za czynsz i zaopatrzenia w produkty na najbliższą kolację. A że chce pomagać ludziom za darmo, niedługo czekałby go nocleg w miejskim parku w niezbyt eleganckiej dzielnicy. Na szczęście są wokół przyjaciele z bardziej pragmatycznym spojrzeniem na rzeczywistość.

Nieprzystosowanie byłego Jedi jest widoczne również w jego kontaktach z płcią przeciwną. Mistrzowie raczej nie zachęcali do odkrywania tego aspektu życia. A że w każdym kryminale powinna pojawić się dama w opresji, książka Reavesa nie odbiega od tego schematu. Jax Pavan nie bardzo radzi sobie z piękną, ponętną i frywolną istotą płci odmiennej, którą wyraźnie bawi zakłopotanie i zmieszanie młodego mężczyzny. Nie potrafi jej odmówić i odrzucić zlecenia. Nawet wzywanie Mocy i wyuczone techniki medytacyjne nie pomagają w opanowaniu nowych, nieznanych emocji. Nic dziwnego, że oszołomiony wdziękami pracodawczyni, Jax nie widzi tuż obok siebie innej osoby czującej do niego coś więcej niż tylko miłość bliźniego. Do tego jest jeszcze trzecia, prawdziwie zabójcza kobieta ścigająca Jedi w zaułkach Coruscant. Jeśli Pavan szybko nie nauczy się radzić sobie z kobietami, to źle się to skończy.

Rycerz Jedi zagubiony w wielkim mieście nie poradziłby sobie bez grupy lojalnych i oddanych przyjaciół. Barwna grupka istot różnych gatunków, organicznych i nieorganicznych, o rożnych umiejętnościach, zaczyna tworzyć zgrany zespół, przed którym żadna tajemnica długo się nie uchowa. Czym byłaby ta grupa bez droida I-5? Czy to tylko droid, maszyna, użyteczne urządzenie, czy już przyjaciel, partner, istota świadoma swojego istnienia? Droidów w świecie "Gwiezdnych wojen" jest mnóstwo, ale w większości są niezauważane, traktowane jak część wyposażenia. Czy samodzielnie myślący i podejmujący własne decyzje I-5 jest wyjątkiem, czy regułą? Członkowie drużyny Pavana są już przyzwyczajeni do jego nietypowych, jak na maszynę, zachowań, które budzą oburzenie wśród innych istot organicznych. Bo jakże droid może odezwać się nie pytany? Wtrącać się? Mieć własne zdanie? Oburzające.

Wątkiem równoległym do śledztwa prowadzonego przez Jaxa Pavana i jego ekipę są perypetie kapitana Typho, byłego szefa ochrony senator Padme Amidali. Przybywa on na Coruscant, aby odnaleźć osobę odpowiedzialną za śmierć pracodawczyni, którą kochał miłością nastolatka zafascynowanego gwiazdą filmową. Po nitce do kłębka dociera do właściwej osoby na podstawie błędnych założeń. To czy zemsta nieszczęsnego kapitana doszła do skutku jest oczywiste dla każdego fana. I ten wątek był moim zdaniem niepotrzebny. Pełen niedociągnięć i nielogiczności. Prawie całkowicie nie łączący się z głównym tematem powieści. A więc po co? Ilość stron można było zwiększyć rozbudowując wątek główny, dodając kilka opowieści o członkach drużyny, kilku podejrzanych. A nawet jeżeli nieszczęsny kapitan ochrony tak zaciekawił Reavesa, że musiał go wrzucić do powieści, dlaczego ten niby obyty i wykształcony człowiek jest takim ignorantem w sprawach prywatnego życia swojej ukochanej senator? Był w końcu jej osobistym strażnikiem, osobą na tyle bliską, by znać kilka sekretów. Dlaczego tak mu trudno posłuchać plotek i spekulacji od których huczy całe Coruscant i skojarzyć kilka faktów? Ten wątek mi się nie podobał.

okładka
A co jeszcze się nie podobało?

Michael Reaves pogubił się nieco w chronologii i to w chronologii własnych powieści. O wydarzeniach sprzed trzynastu lat mówi się, że miały miejsce ponad dwie dekady temu, wiadomość, która powinna być nadana przed rokiem wędruje w sieciach komputerowych dwadzieścia lat. Skąd te pomyłki? Nikt nie sprawdził, nie poprawił zanim wydano książkę? Może to i drobiazg, ale drażni. A czy można zablokować strzał z blastera własnym strzałem? Zderzające się w powietrzu wiązki energii są może widowiskowe, ale to chyba przesada. Nawet, jeżeli mamy do czynienia z Jedi. I czy wszyscy muszą pracować dla jakiegoś ruchu oporu? Co prawda rebelia to podstawa opowieści o odległej galaktyce, kult i klasyka, ale czy naprawdę każdego bohatera w miarę pozytywnego trzeba mieszać do ruchu mającego przywrócić prawo i sprawiedliwość? Pomoc w ucieczce, zapewnienie bezpiecznych szlaków osobom poszukiwanym z powodów politycznych to jedna sprawa, konspiracyjne komórki i szeptane rozmowy o zjednoczeniu i obaleniu rządu to już za dużo. I budzi pusty śmiech, bo na te spotkania wydaje się mieć wstęp każdy kto powie, że nie lubi Imperatora. Oczyma duszy ujrzałam sceny z francuskich komedii o konspiracji i ruchu oporu z czasów II Wojny Światowej.

A co się podobało?

Główny wątek śledztwa, bardzo klasycznie poprowadzony, oczywiście z zaskakującym rozwiązaniem. Postaci tworzące drużynę Jaxa Pavana, rozwijające się i zmieniające relacje pomiędzy nimi. Humor pojawiający się w dialogach, komentarzach do wydarzeń i otaczającej rzeczywistości. Sceny walki, akcji. Odkrywanie tajemnic z przeszłości, okoliczności dotyczących wstąpienia Pavana juniora w szeregi Zakonu i śmierci Pavana seniora. I oczywiście miasto. Reaves oferuje czytelnikom spacer po Coruscant od luksusowych, wyrafinowanych dzielnic artystów i arystokratów, przez zatłoczone wielorasowym, wielojęzycznym tłumem porty, targi i place, na których można zaopatrzyć się we wszystko i spełnić pragnienia pojawiające się w najdzikszych snach, po ciemne, zasnute smogiem, zaśmiecone uliczki najniższych poziomów. I właśnie do tego wielokolorowego, pogrążonego w wiecznym zmierzchu otoczenia bohaterowie pasują najbardziej. W "Street of Shadows" nie ma już tak bardzo rozbudowanych, wielostronicowych rozważań egzystencjalnych, które pojawiały się w "Jedi Twilight". Nie znaczy to jednak, ze autor całkowicie z nich zrezygnował. Rozmyślania o świadomości, ewolucji inteligencji, różnych sposobów myślenia istot rozmaitych gatunków, są umiejętnie wplecione w wydarzenia i mogą dostarczyć tematów do ciekawych rozważań.

Czy muszę dodawać, że dla mnie każda powieść z odległej galaktyki, w której nie występuje Luke, Leia i Han od razu zyskuje wiele punktów na starcie? Jeżeli więc czytelnik potrafi zignorować, popatrzyć przez palce, nie zauważyć wymienionych przeze mnie wad powieści, lub też nie stanowią one dla niego wady, a wręcz zaletę, dostanie dobrą lekturę w stylu detektywistycznym, dziejącą się w ukochanym wszechświecie. Barwne postaci potrafiące myśleć, przygody, tajemnice. Jest dobrze. Mogłoby być lepiej.

Nomi
18.11.2008 r.

Artykuł: 1
Star Wars: Coruscant Nights II: Street of Shadows - Michael Reaves - Del Rey Books, sierpień 2008 r.

- okładka miękka,
- 320 stron,
- ISBN 0345477545,
- cena 7,99 $.


Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016