
| News | nasze bannery |
![]() |
|
|
Epizod I... jaki jest dla mnie? piątek · 4 czerwca 1999 · 00:00 · Aku (100% spoiler-free) To nie będzie zwykła recenzja. Jest ich już tak wiele, że nie wiem czy ktoś w ogóle je jeszcze czyta. Zajmijmy się sprawami, które interesują bezpośrednio fanów, a nie miłośników sztuki filmowej jako takiej. Po pierwszym razie, wyszedłem z kina oszołomiony. Wszystko wydawało się tak nowe i tak inne, że postanowiłem w ogóle nie mysleć jaki jest ten film, wiedząc, że opinia będzie pochopna, niezależnie od tego czy pozytywna czy negatywna. Po tygodniu wybrałem sie na film jeszcze raz. Dopiero wtedy zaczęły mi się plątać po głowie strzępki opinii. Zaczynamy więc po kolei.... Fabuła. Fabuła jest w porządku. Główny wątek konfliktu między administracją Naboo a Federacją Handlu jest wyraźny i przekonujący, tak jak i wątek gierek politycznych w Senacie Republiki. To niewątpliwy plus filmu. Oba wątki są bardziej "rzeczywiste" niż polityczne tło znane nam z Trylogii. Niestety nie do końca przekonują przygody głównych bohaterów. Bohaterowie. Problem TPM polega na tym, że żadnej postaci, nie da się tak naprawdę lubić. Robią swoje w filmie i tyle. Nie wiem na ile wynika to z faktu, że to dopiero pierwsza część, niemniej właśnie tak to odbieram po pierwszych dwóch obejrzeniach filmu. Nawet młody Obi-Wan, który powinien być równie akceptowalny jak np Han Solo, jest na razie zbyt nijaki, choć na pewno jest jednym z faworytów Prequeli do miana Ulubionej Postaci. Qui-Gon Jinn. Liam Neeson jako mentor Jedi jest jak na mój gust, troche zbyt pasywny w filmie. Jego postać mimo iż założenia dosyć chłodna, jest zagrana jakby od niechcenia. Momentami nawet jest mało przekonująca. Obi-Wan Kenobi. Tutaj niespodzianka. Spodziewaliśmy się zobaczyć tryskającego werwą młodzika, a ukazał się nam (prawie) zdyscyplinowany uczeń, spokojny i opanowany (choć nie do końca ;). Jak na Ewana McGregora rola ta jest zaskakująca, choć nie powiem by mi się nie podobała. Jedyny problem to to, o czym wspomniałem wcześniej czyli brak więzi emocjonalnej, który i tym razem daje o sobie znać. Anakin Skywalker. Jest go w filmie mniej, niż można było się tego spodziewać. I dobrze, bo aktorsko mały Jake wypada trochę słabo. Na przygody Anakina powinno się a nawet trzeba patrzeć z przymrużeniem oka. Choć i tak już teraz wiem, że podniesie się krzyk, że Lucas tym razem naprawdę przesadził, etc... Jar Jar Binks. Nie było aż tak źle. Może urodzonym Amerykanom, jego "jamajski" akcent naprawdę przeszkadza aż tak bardzo, ale mnie bynajmniej nie raził. Jest prawdą, że postać ta jest infantylna, ale naprawdę nie było aż tak źle. Dla porównania Jar Jar Binks jest niczym przy Ewokach z ROTJ ;) Amidala. Miód. Pod każdym względem. Jest piękna, elegancka i chłodna jak prawdziwa królowa. Nie przeszkadza to jednak, aby ujrzeć ją w "ludzkiej postaci". Bez zawahania powiem, że moim zdaniem rola Królowej, to najlepiej napisana rola w całym filmie. Jej smutek i desperacja przemawiąją całym jej jestestwem. No i ten głos i te stroje... Darth Maul. Jest boski. Naprawde straszny, wojowniczy, bezwzglądny i zimny. Lord Sith z krwi i kości. Wierzcie mi, że przy nim Tarkin i Vader razem wzięci to piesek. Jego sposób walki lightstuffem jest oszałamiający. Jest to definitywnie najlepszy czarny charakter całej sagi, szkoda tylko, że jest udział w filmie jest znacznie mniej istotny niż można było sądzić. Senator Palpatine. Całkiem nieźle. Zupełnie jak dobry wujek Palpi, choć mimio lukrowanego uśmieszku widać w nim skorumpowanie i rządzę władzy. IMHO bardzo dobrze zrobiona postać. Artoo. Taki jak zwykle. C-3PO. Prawie taki jak zwykle ;) Neimoidnianie. Trochę mnie rozczarowali. Są dosyć kiepsko wykonani technicznie, a ich "japoński akcent" w połączeniu z "japońskim wyglądem" jest dosyć irytujący. Gunganie. Są OK, w przeciwnieństwie do ich króla, który nie zaskarbił sobie mojej zbytniej sympatii, głównie przez to co robi z ustami ;) Senat. Oprócz strony wizualnej Senat Republiki nie spodobał mi się za bardzo. Niestety nawiązanie do Star Trek jest zbyt widoczne, mimo iż pewnie nieświadome. A co poza bohaterami? Naboo. Wspaniała wizja. Wspaniały pejzarz miasta Theed. Przepiękna architektura, wstrząsający rozmach. Mniejsze wrażenie robi podwodne miasto Otoh Gunga, stanowiące moim zdaniem, najbardziej przerysowaną i tym samym najmniej atrakcyjną lokalizację filmu. Tatooine. Stare dobre Tatooine, choć pokazane od innej strony. Rajd podracerów w wigilię święta Boonta to niezła dawka adrenaliny, ale i wspaniały pokaz rozmachu przy tworzeniu całkowicie komputerowego świata. Coruscant. Podobnie jak w dwóch poprzednich przypadkach zadziwia... Architektura jest nawet piękniejsza, niż w Theed. W dodatku czuje się, że to stolica, że to gigantyczna metropolia, choć bardziej klimatem przypomina Waszyngton, niż Nowy Jork ;). W ogóle wielkie brawa dla projektantów. Naprawdę. Wszystko w TPM jest zaprojektowane po prostu wspaniale. Stroje, statki, miasta, meble, wszystko. Jedna wielka uczta dla oka, choć jak sądze prawdziwe walory artystyczne, bedzie mozna dostrzec po któryms obejrzeniu z kolei.:) Bitwa kosmiczna. Niestety troche rozczarowuje. Brak w niej "fabularności" i tak naprawdę, brak... walki. Wszystko dzieje się szybko, chaotycznie i przypadkowo. Pojedynki na miecze. Tych jest dosyć sporo. I co więcej, takiej nawalanki jeszcze nie widzieliście!!! Jest to bardziej dynamiczny, ekspresyjny taniec, niż powolna walka znana nam z Trylogii. Dopiero tu Obi-Wan pokazuje swoją werwę. I idzie mu całkiem nieźle. Choć nie powiem, Qui-Gon też nie jest zły w te klocki. O Maulu oczywiście się nie wypowiadam, bo to po prostu coś nie do opisania. ;) Niespodzianki. Watto okazuje się fajnym gościem. Samuel L. Jacskon jako Mace Windu wypada wspaniale. W filmie nie ma Ewoków :). Threepio... zobaczycie sami. Rozczarowania. Battle droids mówią. Wiekszość członków Rady Jedi wygląda jak ze Star Trek. Oglądane po dziesiątki razy trailery w znacznym stopniu psuja przyjemność oglądania filmu. Kompletne nieporozumienie: kule energetyczne Gunganów. Co jeszcze... Muzyka. Moim zdaniem najlepszy soundtrack Star Wars do tej pory. Porozrzucane w filmie echa Duel of the fates jako jednego z głównych tematów, po prostu przyprawiają o gęsią skórkę. Nie spodobał mi się tylko temat kończący film, niespecjalnie podobał mi sie też wizualnie. No ale cóż, Lucas chyba nie ma szczęścia do efektownych zakończeń. Efekty specjalne. Ameryki nie odkryję: czad. Choć moim skromnym zdaniem twórcy przesadzili trochę z ich ilością. Według mnie to nagromadzenie tylu efektów w jednym filmie trochę przytłacza. I troche ogólniej... TMP jako film Star Wars. Moim zdaniem krytycy są niesprawiedliwi wobec tego filmu. Oceniają go jako kolejną premierę a nie film sagi. Oczywiście odwołują się do poprzednich filmów ale nie do końca. W ogóle nie biorą pod uwage kompromisu jaki MUSIAŁ być podjęty. Pogodzenia oczekiwań fanów z nowymi widzami i naszymi czasami. Jak porównać ten film z trylogią, którą się widzialo dziesiątki razy? W której tą i ową wpadkę zaakceptowało się z miłości do całego filmu. The Phantom Menace nabierze odpowiedniego kolorytu dopiero po zamknieciu sagi. Zastanawiam sie czy i wtedy krytycy będą się nim zachwycać jak to kiedyś było z Gwiazdnymi Wojnami. Dla mnie ten film to kolejny film Star Wars, i już teraz wiem, że w miarę jak bardziej będę go poznawał, bardziej będę go uwielbiał. Jedyne co mogę powiedzieć teraz to... nie mogę się doczekać, żeby pójść kolejny raz, więc chyba jest to jakiś znak.... :) ![]() Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd. Website content (C) ICO Squad, 2001-2016 |