strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Wywiad z Geraldem Home nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Wywiad z Geraldem Home

Poniżej prezentujemy polską wersję wywiadu z Geraldem Home, który przeprowadził Ates/Darth Pyross z serwisu Yildiz Savaslari.Com. Tekst przetłumaczono za zgodą autora. Wtrącenia w nawiasach kwadratowych stanowią komentarz tłumacza.

Zapraszamy do lektury oryginalnej wersji wywiadu na stronie Yildiz Savaslari.Com.


Czym są dla pana Gwiezdne wojny? Jakie były pana wrażenia, gdy obejrzał pan ten film po raz pierwszy?

Z biegiem czasu znaczenie Gwiezdnych wojen nabiera dla mnie nowego wyrazu. Gdy w 1977 roku po raz pierwszy zobaczyłem Nową nadzieję, film zrobił na mnie ogromne wrażenie, podobnie jak na reszcie świata. Trzeba pamiętać, że w tym czasie nie było drugiego takiego filmu. Przypominał film o kowbojach, ale dział się w przestrzeni kosmicznej. To było coś niesamowitego. Nie przypuszczałem, że 5 lat później, w 1982 roku, będę pracował na planie trzeciej części Gwiezdnych wojen. Dziś, Gwiezdne wojny znaczą dla mnie znacznie więcej, ale o tym później.

W jaki sposób związał się pan z sagą Gwiezdnych wojen? Jak został pan Oficerem Mon Calamari? Jakie odniósł pan wrażenie, gdy po raz pierwszy usłyszał pan o tej roli?

Po ukończeniu szkoły teatralnej w 1977 roku, pierwszy raz pracowałem na scenie jako mim, w cyklu przedstawień, zatytułowanych PRUFROCK. Graliśmy prawdziwe sztuki - komedie i dramaty - ale nie używaliśmy słów. Nasza praca na scenie opierała się wyłącznie o grę ciałem, musieliśmy umieć przekazać emocje bez słów.

Podczas jednego z przedstawień poznałem i zaprzyjaźniłem się z instruktorem mimów i reżyserem, Desem Jonesem, z którym utrzymywałem później stały kontakt. W 1982 roku zadzwonił do mnie i opowiedział o najnowszym projekcie, nad którym pracuje. Miał zebrać grupę aktorów, którzy mieli wziąć udział w zdjęciach do nowych Gwiezdnych wojen, które wtedy nosiły tytuł ZEMSTA (tak, ZEMSTA) JEDI. Zapytał mnie, czy chciałbym wziąć udział w przesłuchaniach. Oczywiście zgodziłem się! Wiedzieliśmy już, że poprzednie dwa filmy odniosły ogromny sukces i byliśmy pewni, że tak samo będzie w przypadku ROTJ.

Des powiedział, że potrzebują 9 aktorów, którzy potrafią grać bez używania słów; aktorów, którzy mogą ożywić postać posługując się jedynie mową ciała. A zatem, nasza grupka wzięła udział w przesłuchaniu i na końcu wybrano 9 osób. Być może nie wiecie, gdzie nas umieszczono w końcowych napisach filmu. Jesteśmy prawie na samym końcu, po Ewokach, jako Mime Artists [aktorzy - mimowie].

Mnie wybrano do roli Squid Face'a [ośmiornicogęby]. Dopiero później, gdy w 1983 roku na rynku ukazała się klasyczna figurka mojej postaci, nadano jej imię Squid Head [ośmiornicogłowy]. Jeszcze później natomiast, około roku 2000, otrzymała imię Tessek.

Powiedziano mi, że Tessek będzie moją główną postacią, ale że będę grał także milczącego przedstawiciela rasy Mon Calamari.

Gdy rozpoczęła się praca na planie, zaprzyjaźniłem się z różnymi ludźmi z ekipy produkcyjnej, w tym także z niejakim Stuartem Ziffem, który pojawia się w napisach jako Chief Articulation Engineer [główny technik animator] - innymi słowy odpowiadał za to, aby postacie takie, jak Jabba "działały". Pewnego dnia dowiedział się, że George Lucas chce wykonać kilka eksperymentalnych ujęć - z dialogami - z Admirałem Ackbarem i Oficerem Mon Calamari. Zaproponował mnie do tej roli i w ten sposób stałem się "mówiącym" Mon Calamari!

Byłem bardzo podekscytowany tym, że otrzymałem tę "mówioną" rolę, jednak były to tylko ujęcia testowe i nie zdziwiło mnie, że nie zawarto ich w ostatecznej wersji filmu; usta mojej maski Mon Calamari nie poruszały się zbyt dobrze. Poniżej znajdziecie 2 strony scenariusza, których musiałem się nauczyć oraz dwa harmonogramy planu zdjęciowego, w których określony jestem jako Oficer, Aide [pomocnik] i Controller [kontroler].

      

Zauważycie na pewno, że na harmonogramie odnotowane jest wszystko, co będzie dziać się danego dnia... nie tylko zdjęcia, ale także np. ćwiczenia fechtunku dla Marka Hamilla, czy sesja fotograficzna z udziałem Harrisona Forda.

Żółty kolor harmonogramu oznacza, że ujęcia kręciła druga ekipa, gdzie reżyserem był zazwyczaj asystent. Jednak, ponieważ były to sceny Bitwy o Endor, reżyserował je sam George Lucas. Były to, bowiem, ujęcia na blue screenie, a tylko on wiedział, co na końcu zastąpi niebieskie przestrzenie - czyli ujęcia bitwy.

Jest pan jednym z niewielu aktorów [Star Wars], którzy grali zarówno te dobre, jak i te złe postacie. Rezydujący w Pałacu Jabby Tessek jest przedstawicielem rasy Quarren, która jest wrogo nastawiona do Mon Calamari. Jakie reakcje wzbudzał u pana ten konflikt?

To było coś fantastycznego! Zazwyczaj, aktor gra tylko jedną rolę w filmie, mi zaś udało się zagrać dwie. Aktorzy tacy, jak ja lubią grać znacznie różniące się role, więc dla mnie był to prezent - zagrałem tego dobrego i tego złego. Masz rację, co do tego, że rasy Quarren i Mon Calamari są wrogami, jednak są też mieszkańcami tej samej wodnej planety - Mon Calamari. Dlatego zdecydowałem się określać naszą grupę 3 postaci - Tesseka, Oficera Mon Calamari i siebie samego - mianem CalamariMen [faceci z Calamari].

Biorąc pod uwagę obie pana postacie, czy podczas pracy na planie filmowym zdarzyło się coś, o czym do dziś nie może pan zapomnieć?

Owszem - to dzień, w którym postanowiłem nałożyć maskę Tesseka bez zdejmowania okularów. To był duży błąd, ponieważ okulary szybko zaparowały i przez to byłem zupełnie ślepy! A ponieważ nie mogłem zdjąć maski, sytuacja stała się w pewnym momencie niebezpieczna, gdyż omal nie wpadłem do jamy Rancora.

Jeśli chodzi o różnice w grze aktorskiej, moim postaciom nadałem różne kształty fizyczne: Tessek był zdecydowany i wyprostowany, natomiast Oficer Mon Calamari był przygarbiony i miał pochylone plecy.

Jak pracowało się panu z Timothym Rose, który grał Admirała Ackbara? Czy nadal utrzymujecie ze sobą kontakt? Czy podczas wspólnych scen na planie zdarzyło się panom coś ciekawego?

Tak, Tim i ja jesteśmy świetnymi kumplami. Bardzo dobrze się rozumiemy. Spotykaliśmy się wielokrotnie po nakręceniu ROTJ; 3 lata temu świetnie się bawiliśmy podczas wspólnej wizyty w Japonii, gdzie spotykaliśmy się z fanami i rozdawaliśmy autografy.

Japońscy fani są bardzo sprytni. Udało im się zdobyć testowe ujęcia [z planu ROTJ], które kręciliśmy w 1982 roku i zabrali je na spotkanie z nami - razem z figurkami postaci Admirała Ackbara i Oficera Mon Calamari. Na spotkaniu poprosili Tima i mnie, abyśmy odegrali te sceny, używając figurek! Załączam zdjęcie tego wydarzenia. Odgrywanie scen w 2004 roku, które kręciliśmy w 1982, było świetną zabawą!

Od tego czasu często widuję Tima; ostatnio spotkaliśmy się na Celebration IV w Los Angeles.

Która z postaci jest pana ulubioną - Oficer Mon Calamari, czy Tessek?

Muszę przyznać, że moim ulubieńcem jest Tessek. W filmie widzimy przecież kilku przedstawicieli rasy Mon Calamari, którzy wyglądają tak samo, ale Tessek jest tylko jeden! Nikt nie porusza się tak, jak on; nikt też równie dobrze nie kryje się po kątach! Co więcej, Tesseka grałem przez około 3 tygodnie, zaś Oficera Mon Calamari przez mniej więcej tydzień.

Wracając do wielkiej Bitwy pod Endorem - czy mógłby pan powiedzieć nam nieco więcej o powstaniu tej sceny? Czy ujęła pana jej atmosfera?

W zasadzie było to kilka scen, których sfilmowanie trwało około tygodnia. Tak, praca nad tymi scenami była bardzo ekscytująca. Jak już wspomniałem wcześniej, były one kręcone na blue screenie i sekwencje walki zostały dodane znacznie później. Musieliśmy w znacznej mierze polegać na naszej wyobraźni. Musieliśmy wyobrazić sobie różne sceny batalistyczne i reagować tak, jakbyśmy byli atakowani przez bomby, lasery i statki kosmiczne! Dostawaliśmy bardzo ogólne wskazówki, np. "Biegnijcie w lewo! A teraz biegnijcie w prawo!" Na zdjęciu, stoję po lewej stronie Ackbara.

Z praktycznego punktu widzenia, odgrywanie postaci Tesseka było znacznie prostsze, ponieważ miałem do dyspozycji pomocnika i garderobianego, którzy pomagali mi zakładać i zdejmować kostium - tak jak to widać na zdjęciu - i pilnowali, żeby nie było mi za gorąco. Jednak podczas kręcenia sceny na mostku nie mieliśmy pomocników, dlatego bardzo nam dokuczała temperatura.

Niektóre sceny z pana udziałem zostały wycięte z ostatecznej wersji Powrotu Jedi. Czy mógłby nam pan krótko o nich opowiedzieć? Czy wycięto również jakieś sceny z udziałem Tesseka?

Jak już wspomniałem, moje "mówione" sceny z Oficerem Mon Calamari były eksperymentalne, więc ciężko je nazwać "wyciętymi". Nazwałbym je raczej "niewykorzystanymi scenami".

Było wiele ujęć Tesseka, które nie załapały się na ostateczną wersję filmu. Podobnie się dzieje w każdym filmie. Pamiętam też kilka sesji zdjęciowych Tesseka, z których fotografii nigdy nie zobaczyłem. Było wśród nich np. ujęcie Księżniczki Lei duszącej Jabbę na pokładzie barki żaglowej, gdzie moja postać stała tuż za Leią. Być może pewnego dnia to zdjęcie się odnajdzie.

Czy mógłby pan opowiedzieć jak przebiegały prace nad scenami na pokładzie barki żaglowej Jabby?

Filmowanie scen na barce było znacznie łatwiejsze, niż w przypadku ujęć w pałacu Jabby. Na planie pałacu pracowało około 150 ludzi - aktorów, mimów, lalkarzy, statystów, członków ekipy, charakteryzatorów itd. - a nie był to przesadnie wielki plan zdjęciowy. Do tego, korzystano z wielu silnych lamp i maszyn do robienia dymu, dlatego było tam bardzo gorąco.

W scenach na barce było znacznie mniej ludzi, więc filmowanie było łatwiejsze. Pamiętam próby do sceny, która ostatecznie nie została zawarta w filmie, gdzie część z nas miała specjalnie potrącić Kenny'ego "R2-D2" Bakera, niosącego tacę z napojami. Jednak, gdy wpadliśmy na niego, napoje poleciały we wszystkie strony i zrobił się niezły bałagan, dlatego postanowiliśmy nie powtarzać już tego ujęcia.

Wiemy, że bardzo interesuje się pan historią postaci, które zagrał pan w filmie.

Tak, to prawda. Musicie pamiętać, że po zakończeniu prac nad ROTJ w 1982 roku, przez długi czas w ogóle nie myślałem o tym filmie. Dopiero w 2003 roku odszukali mnie fani (przy pomocy Internetu) i zaczęli zadawać pytania na temat filmowania ROTJ. Spotkałem się z kilkoma z nich i tak dowiedziałem się wielu rzeczy, o których nie miałem wtedy pojęcia. Opowiedzieli mi, że Squid Head zyskał imię - Tessek - oraz nową figurkę. Od nich dowiedziałem się też, że mózg Tesseka nadal żyje! Przez ponad 20 lat byłem przekonany, że Squid Head zginął w eksplozji barki Jabby, a jednak okazało się, że nie umarł! Fani polecili mi lekturę "Opowieści z Pałacu Jabby", gdzie znalazłem informacje o poczynaniach Tesseka, jego próbach okradzenia Jabby itd. Aby dowiedzieć się reszty, musicie przeczytać książkę!

Na przykład, czy wiecie, że Tessek był księgowym Jabby? To prawda!

Jeśli chodzi o postać Tesseka, wśród fanów nie ma jednoznacznego stanowiska odnośnie właściwego imienia. Niektórzy nazywają go Squid Head, inni zaś Tessek. Czy mógłby nam pan wyjaśnić dlaczego tak się dzieje?

Jak już wspomniałem, do momentu ukazania się nowej figurki Hasbro postać nazywała się po prostu Squid Head.

Jednak część młodszych fanów nie wie o istnieniu tej klasycznej figurki i dlatego nie znają tej nazwy. Niektórzy starsi fani z kolei nie chcą używać imienia Tessek! Dla nich, postać ta zawsze będzie nazywała się Squid Head.

Dlatego, gdy podpisuję fotografie lub figurki, zapisuję OBA imiona - "Tessek, Squid Head". W ten sposób wszyscy są zadowoleni.

Chcielibyśmy zadać panu to samo pytanie, które zadaliśmy Toby'emu Philpottowi [lalkarz na planie ROTJ]. Przemysł filmowy wciąż się rozwija i maski oraz kukiełki przechodzą do historii. Używa się zamiast nich obrazów, stworzonych przy użyciu technik cyfrowych. Najświeższym przykładem jest Epizod III Gwiezdnych wojen. Kostium senatorki Mon Calamari, Meny Tills, stworzony został przy użyciu najnowszych technologii animacji. Co sądzi pan o zamianie masek i kukiełek na techniki cyfrowe?

Nienawidzę tego zjawiska! Uważam, że jeśli rezygnuje się z człowieka, rezygnuje się tym samym z ciepła i wszystkich ludzkich przymiotów, które sprawiają, że publiczność daje wciągnąć się w fabułę. Oglądanie na ekranie ogromnych armii klonów, czy robotów robi spore wrażenie, jednak widz nie troszczy się o to, co się z nimi stanie, ponieważ postacie są zimne i nie ma w nich ludzkich emocji.

Dobry lalkarz zawsze gra POPRZEZ lalkę. Co mam przez to na myśli? Cóż, jeśli spojrzycie na twarz lalkarza, którzy manipuluje lalką, zauważycie, że będzie ona odbijać te same emocje, co lalka. Co prawda na ekranie nie widać twarzy lalkarza, widzimy jednak uczucia i emocje, które wkłada w lalkę. To właśnie z tymi ludzkimi emocjami widzowie czują więź. Jeśli zamiast tego użyjemy CGI, publiczność zareaguje chłodem, ponieważ nie ma emocji, z którymi mogą się utożsamiać.

Jako aktor biorący udział zdjęciach do klasycznej trylogii, był pan świadkiem technologicznych usprawnień, które dokonały się od tamtego czasu. Co sądzi pan o nowej trylogii?

Cóż, zanim odpowiem na to pytanie, chciałbym zaznaczyć, że uważam George'a Lucasa za geniusza. Jego wizja - stworzenie potężnej sagi i świata Gwiezdnych wojen oraz utrzymanie go przez te wszystkie lata - jest po prostu oszałamiająca.

Pamiętając o powyższym, muszę szczerze przyznać, że nowa trylogia nie wzbudziła u mnie entuzjazmu. Tak, są technicznie doskonałe; tak, lubię je oglądać; tak, Epizod III to fantastyczny film, który "zamyka krąg". Ale nie troszczę się o postacie w ten sam sposób, jak w przypadku bohaterów oryginalnej trylogii. Pomimo tego, że byłem na planie zdjęciowym w scenach z Harrisonem Fordem, Markiem Hamillem i Carrie Fisher, gdy dziś oglądam oryginalną trylogię zależy mi na Hanie, Luke'u i Lei; obchodzi mnie co się z nimi stanie. Nie czuję niczego takiego w przypadku postaci z nowych filmów... Nie jestem całkiem pewien dlaczego tak się dzieje, ale myślę, że to wina zbyt dużej ilości bezdusznych efektów komputerowych.

Jak pracowało się panu z George'em Lucasem?

Reżyserem POWROTU JEDI był Richard Marquand, dlatego George'a Lucasa nie było zbyt często na planie zdjęciowym. Mógł być obecny podczas filmowania przez cały czas, ale tego nie robił. Nie ingerował w to jak Richard Marquand reżyseruje film.

Ale jak już powiedziałem wcześniej, George Lucas reżyserował ujęcia Bitwy pod Endorem z zastosowaniem technologii blue screen. Niewielu ludzi o tym wie i są też tacy, którzy mi nie wierzą, gdy im o tym opowiadam. Ale jeśli chcecie dowodu na to, że to prawda, znajdziecie go na stronie 141 świetnej książki "THE MAKING OF RETURN OF THE JEDI" z 1983 roku, gdzie napisano, że George Lucas pracował nad scenami bitwy.

My, postacie Mon Calamari w tych scenach, nie mieliśmy zbyt wiele kontaktu z Georgem. Instrukcje przekazywał nam jego asystent. Były to ogólne wskazówki, jak już mówiłem. Był zawsze bardzo spokojny; to ten rodzaj osoby, która dokładnie wie, co chce osiągnąć i jak tego dokonać.

W ciągu tych wszystkich lat fandom Star Wars stał się fenomenem międzynarodowym. Co pan sądzi o tym zjawisku?

Cóż, jak już powiedziałem, o tym, że istnieje tak niesamowity świat fanów Gwiezdnych wojen dowiedziałem się dopiero parę lat temu! To było dla mnie - i nadal jest - coś niesamowitego. Uwielbiam spotykać się z fanami na całym świecie. Sam jestem teraz częścią tego ogólnoświatowego fenomenu i jest to dla mnie coś wyjątkowego. Na świecie jest wiele znanych zrzeszeń fanów, ale dzieją się też rzeczy nowe i ekscytujące...

Chciałbym podać tu przykład konwentu, na którym niedawno byłem - Dagobah 2007 w Polsce. Żaden aktor jeszcze nigdy nie był gościem na polskim konwencie, dlatego nie wiedziałem, czego się spodziewać. Cóż, było fantastycznie - fani byli bardzo otwarci i gościnni i mieli ogromną wiedzę o świecie Gwiezdnych wojen. To było szczególne wydarzenie, ponieważ jednocześnie stanowiło okazję do spotkania się fanów i aktorów z Gwiezdnych wojen, a także pomogło małemu, choremu chłopcu o imieniu Wojtek spełnić jego życzenie: być jak Lord Vader. To wspaniałe, że udało się spełnić jego marzenie. Możliwość współpracy w tym celu z Polish Outpostem była dla mnie zaszczytem i przyjemnością.

Kolejną wyjątkową rzeczą, która przydarzyła mi się w Polsce, była wizyta na ulicy Obi-Wana Kenobiego! Jest to, zdaje się, pierwsza na świecie ulica, nazwana imieniem bohatera Gwiezdnych wojen! Lokalny mieszkaniec i radca prawny, który jest też fanem Gwiezdnych wojen, przeforsował zgodną z prawem zmianę nazwy. Odwiedziliśmy tę ulicę razem z dużą grupą fanów, co widać na zdjęciu. Świetnie się tam bawiłem. Nie mogę doczekać się kolejnej wizyty w Polsce.

A teraz pytanie na temat kolekcjonerstwa. Widzimy na zdjęciach, że posiada pan już figurki własnych postaci. Czy interesuje pana również kolekcjonowanie innych gadżetów? Jeśli tak, to co pan zbiera?

Tak, mam klasyczną figurkę Squid Heada oraz najnowsze figurki Tesseka i Oficera Mon Calamari. Nie jestem kolekcjonerem, ale uzbierałem całkiem pokaźną kolekcję rzeczy, z których wiele można obejrzeć na mojej stronie. Są to rzeczy, które wykonali dla mnie fani, np. popiersie Tesseka i rysunek, czy też wspaniała figura Tesseka, którą przygotował dla mnie Polish Outpost.

Mam też imponującą kolekcję naszywek i monet garnizonów, outpostów, Rebel Legionu i innych; część z nich znajdziecie na mojej stronie.

Czym się pan będzie teraz zajmował? Czy ujrzymy pana w nowym serialu telewizyjnym Star Wars?

W przyszłym tygodniu czeka mnie dzień zdjęć do programu telewizyjnego, przy którym pracowałem już na początku tego roku. Gram tam marynarza - prawie jak Oficer Mon Calamari!

Niedawno też wziąłem udział w zdjęciach do reklamy czekolady.

Czy będę w nowym serialu Star Wars...?! Kto wie? Jeśli będzie powstawał w Australii, zagrają w nim prawdopodobnie australijscy aktorzy. Ja mieszkam w Londynie i, jak sami widzicie, nadal jestem zajęty pracą aktora.

Czy kiedykolwiek był pan w Turcji? Może udałoby nam się spotkać pana na konwencie?

Nie, niestety nigdy nie byłem w Turcji, ale myślę o niej tak samo, jak o Polsce - niezbadany obszar, który bardzo chciałbym kiedyś odwiedzić! Byłoby fantastycznie.



[W oryginalnej wersji wywiadu, w tym miejscu pada ostatnie pytanie o to, co pan Home chciałby przekazać tureckim fanom Star Wars. Ponieważ w polskiej wersji tekstu pytanie to pozbawione byłoby kontekstu, postanowiliśmy skontaktować się z Geraldem i zadać mu pytanie:]Co chciałby pan przekazać polskim fanom Gwiezdnych wojen?

Pragnę przekazać polskim fanom Star Wars bardzo gorące pozdrowienia. Wizyta w waszym wspaniałym kraju była jedną z najlepszych w całym moim "gwiezdnowojennym" życiu. Byliście najbardziej wdzięczną publicznością, jaką kiedykolwiek spotkałem. W mojej pamięci i w moim sercu zawsze będziecie na specjalnym miejscu. Niech Moc będzie z wami wszystkimi - zawsze!



Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016