strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Wywiad z A.C. Crispin nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Wywiad z Robertem Wattsem

Poniżej prezentujemy polską wersję wywiadu z Robertem Wattsem, który przeprowadził Mark Newbold z serwisu Lightsabre.co.uk. Tekst przetłumaczono za zgodą autora. Wtrącenia w nawiasach kwadratowych stanowią komentarz tłumacza.

Zapraszamy do lektury oryginalnej wersji wywiadu na stronie Lightsabre.co.uk.


Część pierwsza

Na początku rozmowy telefonicznej, na podstawie której powstał trzyczęściowy wywiad, gość Lightsabre trafnie zauważył, że siedziba serwisu mieści się w Lichfield, Staffordshire. Robert w latach 50-tych Robert służył w wojsku i stacjonował w jednostce w Whittington, która oddalona była o około półtora kilometra od Lichfield. Stąd też pierwsze pytanie Marka Newbolda dotyczyło służby wojskowej:

Robert Watts - Dla mnie to było, jak wejście w zupełnie inną rzeczywistość. Coś jak uczestnictwo w konwentach Star Wars. Ale dobra, odpowiem na pytanie, które na pewno miałeś na myśli: "Kto jest Twoją ulubioną gwiezdnowojenną postacią?". Cóż, przychodzi mi na myśl tylko jedna taka postać. Pojawia się ona w Powrocie Jedi, jest drugim pilotem dwunożnego walkera, w scenie, gdzie ci źli atakują bunkier. Chewbacca wskakuje na maszynę, wyciąga go i zrzuca na dół. Jest nawet karta kolekcjonerska z tym facetem - jest [on na pewno] drugim pilotem tej machiny, nie zaś kapitanem. Ta postać to ja, a ten drugi to reżyser Richard Marquand. Ale dlaczego o tym wspominam - otóż czytelników Lightsabre może zainteresować fakt, iż nie miałem najmniejszego pojęcia, że Lucasfilm otrzymało kartę kolekcjonerską z moją postacią. Odkryłem to [dopiero wtedy, gdy] jakiś fan zdobył mój adres i przesłał ją z prośbą o autograf. Powiedziałem do siebie: "A niech to cholera". Postać, którą grałem otrzymała tytuł Lieutenant Watts [Porucznik Watts - przyp. tłum.]. Niech będzie Leftenant [forma brytyjska - przyp. tłum.], skoro jesteśmy w Anglii. A taką mam obecnie rangę w Armii Brytyjskiej, ponieważ jej się nigdy nie traci. W wojsku byłem podporucznikiem, ale po dwóch latach uzyskuje się automatycznie awans. A więc jest to nie tylko moje imię, ale również mój stopień.

Mark Newbold - To chyba pierwszy taki przypadek?

RW - Cóż, chyba nikt inny tak nie ma. Nie wiem, jaki stopień miał Richard Marquand, ale biednego Richarda i tak nie ma już z nami. A więc, pytanie dotyczyło mojej ulubionej postaci i pewnie powiedziałbym Yoda, ale sam wiesz... na potrzeby tego wywiadu, ponieważ jest na ekranie przez jakieś 1,6 sekundy; ponieważ ma swoje własne imię i rangę...

MN - To było całkiem niezłe 1,6 sekundy.

RW - Tak? A czemu?

MN - Fajnie machałeś nogami.

RW - Cieszę się, że to zrobiłem. Nie wiedziałem, czy będziemy to kręcić, aż do dnia, w którym do tego doszło. Tak czy siak, chcesz trzymać się listy pytań?

MN - Czemu nie. I tak pewnie w międzyczasie zejdziemy na inne tematy.

RW - Cóż, może i tak. To czy ja mogę ci teraz zadać pytanie?

MN - Oczywiście.

RW - Co sądzisz o Indianie Jonesie i Królestwie Kryształowej Czaszki?

MN - Cóż za wnikliwość, to miało być jedno z moich pytań.

RW - Byłem pewien, że je zadasz i obiecuję, że odpowiem.

MN - No więc powiem, że naprawdę dobrze się bawiłem. Poszczęściło mi się i dostałem się na czwartkowy pokaz prasowy na Leicester Square.

RW - Cholera. Wiesz co? A ja musiałem zapłacić, żeby ten film zobaczyć. Nikt mnie nawet nie zaprosił na żadną, kurwa, projekcję.

MN - Poważnie?

RW - Tak, miałem być zaproszony, ale nic z tego nie wyszło.

MN - No właśnie, a propos schodzenia na inne tematy - masz nową książkę "Making of Indiana Jones" w twardej oprawie?

RW - A tak, mam ją, dali mi.

MN - Czytałeś wstęp, który napisał Spielberg?

RW - Eee, w sumie to jeszcze nie przeczytałem.

MN - Dostałem ją dopiero wczoraj. Jakiś miesiąc temu zrobiłem wywiad z jej autorem.

RW - Johnatan Rinzler. Rozmawiałem z nim jakiś rok temu, gdy przysłał mi kopię książki o tym, jak powstawały oryginalne Gwiezdne wojny.

MN - A tak, świetna książka. Ale wracając do Spielberga - wspomina o tobie we wstępie. Bardzo miło z jego strony, moim zdaniem.

RW - Cóż, wypadałoby zatem przeczytać ten wstęp, prawda? Wiesz, czuję się trochę, jak relikt przeszłości. I chyba tak faktycznie jest, bo nie mam już nic wspólnego [z nowym Indianą Jonesem].

(Opinie Roberta na temat samego filmu)

Obśmiałem się, jak nigdy, to było najbardziej dziwaczne doświadczenie mojego życia, ponieważ [z jednej strony] było ono bardzo znajome, szczególnie gdy Karen Allen ponownie pojawiła się na ekranie. Z drugiej strony było to coś nowego, ponieważ nie widziałem wcześniej żadnych materiałów i nie znałem scenariusza; nie wiedziałem, o czym to jest, więc dla mnie było to w pewien sposób najdziwniejsze doświadczenie [życia]. Patrzyłem na coś, co jest mi zupełnie znajome. Cieszyłem się każdą minutą, obśmiałem się setnie, a wszystko przez to, czym ten film jest. Bawił mnie do samego końca, był jak świetna przejażdżka kolejką górską. Nikt nie potrafi zrobić tego lepiej, niż Steven.

MN - Jako letnie kino akcji film spełnił swoje zadanie.

RW - Zgadza się, ale to zasługa Stevena, on jest w tym najlepszy. Dobra, a więc zabieramy się za pytania?

(Robert czyta listę przesłanych mu wcześniej pytań)

O, zaczyna się od "Witaj na Lightsabre, Robercie".

MN - Witaj na Lightsabre, Robercie.

RW - Ależ mi miło, dziękuję bardzo, nie mogłem się doczekać tej okazji i serdecznie przepraszam, że tyle czasu mi to zajęło.

MN - Nie ma sprawy.

RW - Bo wiesz, tak jak już wspominałem, przez chwilę poczułem się, jakbym zdawał egzamin gimnazjalny [oryg. GCSE - przyp. tłum.].

MN - Cóż, ja do niego nawet nie podchodziłem, więc było to spore wyzwanie.

RW - Ja też nie - za moich czasów inaczej się nazywał.

MN - No właśnie (...). Dobra - pytanie pierwsze. Brałeś udział w powstawaniu jednych z największych i najbardziej znaczących produkcji filmowych w historii. Jako producent, osoba nadzorująca mechanizmy tworzenia tych tytułów powiedz nam, jak bardzo ekscytująca jest twoja praca? Bycie częścią popularnych filmów o ogromnych budżetach musi być chyba niezłą frajdą.

RW - Tak, to coś, co zawsze chciałem robić; i tak, jest to ekscytujące i tak dalej. Ale to wszystko jest względne w tej naszej pracy. Najprostszy sposób, żeby to opisać... nie, to niezbyt dobry pomysł. Podczas takiej pracy nie jest się zawsze obiektywnym w stosunku do tego, co się cały czas robi. Robisz to, co robisz, i jest to kawał ciężkiej, kurwa, roboty. To są długie godziny i bardzo skomplikowana praca - [tak było] szczególnie w przypadku Gwiezdnych wojen i Indiany Jonesa. Wszystko jest bardzo złożone, a więc żyjesz tym przez cały czas powstawania filmu i zawsze masz wrażenie, że ludzie obserwują cię kątem oka, ale to po prostu praca. To są po prostu nasze obowiązki, tak jak i ty masz swoje.

MN - My tylko widzimy efekt końcowy.

RW - Zgadza się, a naprawdę trudno ocenić to z perspektywy kogoś, kto patrzy na całość z zewnątrz. Lepiej być w samym centrum wydarzeń, bo na tym właśnie polega twoja praca. Jeśli dobrze się z niej wywiążesz, wtedy zostajesz w całej tej grze, w tym showbiznesie. Jeśli dobrze ci pójdzie, dostaniesz następną robotę. Gdy zacząłem pracę z Georgem Lucasem przy Gwiezdnych wojnach naprawdę nie spodziewałem się, że zaowocuje ona najdłuższym w moim życiu okresem zatrudnienia. Nie byłem wtedy zatrudniony na czas nieokreślony, ale czas pracy nad filmami nachodził na siebie. Gdy już Gwiezdne wojny się ukazały, a my wszyscy znikliśmy, George powiedział "Cóż, jeśli to będzie sukces, zrobimy jeszcze dwa". I dlatego spakowaliśmy do skrzyń Sokoła Millenium i schowaliśmy go na zapleczu studia. Wiedzieliśmy, że albo go stamtąd wyciągniemy i odbudujemy, albo wyrzucimy na złom. Film okazał się czymś, co przerosło chyba oczekiwania nas wszystkich. Zawsze myślałem, że to będzie sukces, myślałem że będzie miał takie wyniki, jak James Bond, a wtedy to był szczyt marzeń. Kiedy księgowość podsumowała przychody rezultat przekroczył wszelkie przewidywania. I to nadal jest fenomen.

Na konwenty Star Wars zacząłem jeździć dopiero rok temu, gdy otrzymałem zaproszenie na Celebration 4 do Los Angeles, na 5 dni. Byłem później w Londynie, w Paryżu i w Dusseldorfie, więc jestem już trochę bardziej doświadczony w tym temacie. Nigdy chyba w pełni nie doceniłem tego, że mój brat przyrodni, Jeremy, który gra Bobę Fetta - i któremu załatwiłem tę pracę - od zawsze jeździł na te spotkania, więc pomyślałem sobie "Niech to cholera!". Nagle dostaję zaproszenie i przy okazji Celebration 4 dowiaduję się, że film, który my znaliśmy jako "Gwiezdne wojny", wszyscy nazywają "Nową nadzieją" i że właśnie mija 30 rocznica jej premiery. Stąd też wygrzebali wszystkich nas, zombie, z cmentarza i zaprosili na imprezę. Od tego czasu brałem udział w innych spotkaniach i w sumie jestem zaskoczony, ponieważ fandom na takim poziomie naprawdę nie istniał, gdy powstawały pierwsze trzy epizody. Zupełnie inaczej to wtedy wyglądało. Na serio zaczęło się to rozkręcać pod koniec pierwszej trylogii, a teraz jest to swego rodzaju kult celebrytów. Cholera, nawet mnie kiedyś okradli podczas takiej jednej imprezy w Londynie, w ExCel. Nigdy nie myślałem, że coś takiego mi się przydarzy. Skończyło się ostatnie spotkanie, ze mną i z Warwickiem Davisem, mówiłem o oryginalnej trylogii i poszedłem na zaplecze sceny. Zamykali już cały budynek, prosili wszystkich, żeby już wychodzili. Pożegnałem się z moją pomocnicą, bo spieszyła się na imprezę podsumowującą spotkanie. Wyszedłem na zewnątrz, gdzie byli wszyscy fani, którzy byli na sali podczas spotkania, które właśnie się skończyło. Do hotelu miałem niecałe 500 metrów, a dotarcie do niego zajęło mi godzinę. Nigdy nie przypuszczałem, że coś takiego mi się w życiu przytrafi. Niech to cholera.

Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016